poniedziałek, 10 października 2016

Chapter Four: Olivia arrived to city

Gina obudziła się o dziewiątej, więc miała czas na posiłek i powolne doprowadzenie się do porządku. Poprzedniej nocy ciągle się budziła, a po głowie krążyły jej słowa Marka. Nie wiedziała, o co mu chodzi, ale miała złe przeczucia. Gdy dziewczyna zjadła śniadanie i wyprowadziła psa na spacer, wróciła do domu i naszykowała pokój gościnny dla Liv. Gwen przewidywała, że pewnie noc po koncercie spędzą u niej w pokoju na rozmowach i plotkowaniu, a na koniec zasną w jednym łóżku, ale babcia nalegała na to, by jej przyjaciółka miała oddzielny pokój.
Dalton przyjechała niemal punkt jedenasta i wybiegła z samochodu popiskując radośnie, a chwilę później rzuciła się na przyjaciółkę i zacisnęła ją w niedźwiedzim uścisku.
- Cześć! – niemal krzyknęła jej do ucha.
Gina zarechotała rozluźniając uścisk na plecach swojej koleżanki.
- Dobrze cię widzieć – powiedziała spokojnym tonem.
- Ciebie też. Nie mogę się doczekać koncertu – uśmiechnęła się, podskakując w miejscu.
- Tylko bez szaleństw, proszę – pan Dalton pogroził palcem córce. – Gina, pilnuj jej, dobrze? – uśmiechnął się do rudowłosej.
- Oczywiście – zapewniła dziewczyna od razu.
Pan Dalton zaniósł torbę jej przyjaciółki na ganek, gdzie przywitał się z babcią Gwen, a ona zaprowadziła go do pokoju Liv.
- Nie mogę uwierzyć, że idziemy razem na ten koncert! Jestem taka podekscytowana! – piszczała niezrażona reakcją ojca brunetka.
Crimson zachichotała ponownie i wcisnęła ręce w tylne kieszenie swoich czarnych rurek.
- Widzę – powiedziała uśmiechając się szeroko.
Gina nadal nie rozumiała, jakim cudem tak świetnie dogadywała się z Olivią, mimo różnic pomiędzy nimi. Były zupełnie inne, ich charaktery kompletnie się różniły. Gwen była zwykłą, cichą myszką, która najchętniej zostałaby w wyimaginowanym świecie na zawsze, dla niej nie musiały istnieć imprezy, czy koncerty, bo i tak na nich nie bywała. Za to Livia była jej kompletnym przeciwieństwem. Praktycznie nie potrafiła usiedzieć w miejscu, ciągle poszukiwała nowych przygód i rozrywek. W ich pokoju w prawdzie ciągle było słychać muzykę, ale tylko ze względu na zamiłowanie brunetki. Crimson siedziała wtedy między książkami i uczyła się na kolejne sprawdziany, ale dudniąca z głośników kompletnie jej nie przeszkadzała, ona była wtedy w innym świecie.
- W co się ubierzesz? Wiesz, musimy wyglądać ekstra! – w oczach brunetki było widać błysk podniecenia.
- Sądziłam, że pójdę tak, jak jestem i będzie w porządku – przygryzła wargę delikatnie.
- Chyba żartujesz! Nie martw się, jeśli nie masz nic odpowiedniego, dam ci coś swojego, przecież mamy ten sam rozmiar! – nie przerywała potoku słów Olivia.
- Postaram się znaleźć coś w swojej szafie – odparła szybko Gwen.
Poczuła w głębi jakieś ukłucie, bała się, że w szafie pełnej swetrów i luźnych podkoszulek oraz zwykłych rurek lub dżinsów nie znajdzie nic, co wydałoby się jej przyjaciółce wystarczająco odpowiednie. Gina nie miała krótkich spódniczek, które odsłaniają więcej niż powinny, ani bluzek z dekoltem do pępka. Nie miała także zbyt wielu błyszczących ubrań, a nie wiedziała na jaki rodzaj muzyki i stylu powinna się przygotować.
Rudowłosą z zamyślenia wyrwał dopiero dotyk dłoni pana Daltona na jej lędźwiach.
- Bądźcie ostrożne, nie szalejcie i nie róbcie nic głupiego – powiedział patrząc raz na jedną, raz na drugą.
- Och, nie martw się tato, będziemy – zapewniła brunetka i wtuliła się w tors ojca.
- Mam nadzieję – uśmiechnął się. – Do zobaczenia, Gwen – pocałował ją w policzek.
- Do zobaczenia – uśmiechnęła się dziewczyna.
Dziewczyny stanęły obok siebie i odprowadziły mężczyznę wzrokiem do samochodu. Gdy tylko wsiadł i odjechał, znikając za rogiem, Olivia podskoczyła radośnie, ruszyła w stronę domu i pociągnęła za sobą przyjaciółkę.
- Musisz mi pokazać swój pokój! – oznajmiła wciągając ja do domu.
- Nie ma czego pokazywać – uznała Gwen. – Poza tym, babcia za raz poda obiad i będzie jej bardzo przykro, jeśli go nie zjemy.
Brunetka wydawała się niewzruszona komentarzem przyjaciółki i nie zwolniła kroku. Pewnie szła przed siebie z głową uniesioną wysoko.


1 komentarz:

  1. Przepraszam że dopiero dzisiaj ale studia... :/
    Czemuuuuuuu... Tak krótko :(
    Ale ogólnie świetny, widzę że cały czas odwlekasz moment spotkania Gwen z Lukiem :P
    Cóż czekam na nexta i mam nadzieję, że się w końcu spotkaja ;)
    Dużo weny i buziaki :*
    Dreams

    OdpowiedzUsuń