poniedziałek, 14 listopada 2016

Chapter Six: Endless Loneliness

Hej, myszki!
Wybaczcie, wiem, że mam poślizg, ale nie martwcie się następny rozdział pojawi się za tydzień :)

/////////////////////////////////////////////////////////

Luke wiedział, że powinien wyspać się tej nocy, lecz nie mógł wyprzeć z głowy wspomnienia tej rudowłosej dziewczyny, w białym swetrze. Nawet, gdy udało mu się zamknąć oczy i zasnąć, widział jej rozwiane włosy i roześmianą twarz. Jak mogła teraz wyglądać, skoro była jego brytyjskim wspomnieniem? Minęło tak wiele lat, że sam już przestał je liczyć. Pamiętał nawet pierwszy dzień w nowej szkole i słowa powtarzane jak mantrę: „Jestem Luke Hemmings, mam dwanaście lat, przyjechałem z Golden Harbor w Wielkiej Brytanii”. Każdy przedmiot przez pierwszy tydzień zaczynał dokładnie tymi słowami, co było niezwykle nudne i irytujące. Chłopiec nie potrafił się odnaleźć w nowej szkole, ale wiedział, że jakoś będzie sobie musiał poradzić. I po jakimś czasie poznał kilku nowych kolegów, a później samo się wszystko ułożyło i mały Hemmings zapomniał o dawnym życiu w Wielkiej Brytanii.
Luke po raz kolejny przekręcił się na plecy i westchnął głośno.
- Dlaczego to dla mnie tak ważne? – zapytał sam siebie, przymknął powieki.

- Luke, wstawaj! – ciszę rozerwał głośny krzyk Clifforda.
- Mike, wyjdź – mruknął i zakrył głowę kołdrą, ale sekundę później ją z siebie zerwał. – Czekaj, ja spałem? – zdziwił się siadając.
Czerwonowłosy spojrzał na niego, unosząc prawą brew.
- Jest dziesiąta, menager cię zabije, jeśli za raz nie zejdziesz na dół i nie wsiądziesz do busa – stwierdził Michael i wyszedł trzaskając drzwiami.
- Zasnąłem! – ucieszył się Luke. Jego ostatnie noce były męczące, więc teraz był zwyczajnie zdziwiony, że wreszcie udało mu się przespać całą noc.
Przetrwał całą noc w niekończącej się samotności i był z tego bardzo dumny.
Chłopak w pośpiechu przebiegł korytarzem i wpadł do windy przeczesując włosy ręką. Wiedział, że w dzień występu powinien lepiej zadbać o wygląd zewnętrzny, ale uznał, że to nie jest ważne. Gdy tylko drzwi się otworzyły, wypadł pędem na duży hol hotelowy i podbiegł do wyjścia, gdzie czekał na niego menager z termosem i kanapką w obydwu dłoniach. Szybko podał chłopakowi jedzenie i otworzył drzwi samochodu, w którym czekała reszta zespołu.
- Jak się spało, księżniczko? – zapytał menager, gdy usadowił się na przednim siedzeniu i odwrócił przez lewe ramię.
- Wyjątkowo dobrze – Luke uśmiechnął się i spojrzał na przyglądającego się mu Ashtonowi.
Irwin uśmiechnął się, słysząc, że stan kumpla poprawił się, ale to był jedyny kontakt jaki nawiązali podczas drogi do klubu, w którym mieli zagrać koncert. Choć Ash siedział obok zdawał się nie zwracać uwagi na przytulonego do okna Luke’a, chłopcy ciągle wygłupiali się i śpiewali, ale po drodze blondyn zdążył stracić humor na głupoty i ponownie zaczął rozmyślać od rudowłosej.  
W nocy musiał padać deszcz, ponieważ okna ich samochodu były mokre od kropli wody. Gdyby nie to, że Luke siedział przy drzwiach, pewnie nawet by nie zauważył, że są już na miejscu, ale perkusista szturchnął go w ramię i ponaglił.
Klub był dość obskurny i nie wyglądał zbyt zachęcająco, ale przecież nie mogli spodziewać się czegoś ekskluzywnego, w końcu ich typ muzyki nie pasowałby to takiego miejsca. Ale tutaj wydawał się pasować prawie idealnie. Luke przełknął ślinę zdając sobie sprawę, jak duszno będzie, gdy zejdą tu ludzie, ale starał się tym nie przejmować. Zwykle grali na wpół otwartej przestrzeni, a tu mieli grać w klubie, co było nieco odmienne, ale nikomu zdawało się to nie przeszkadzać, więc Hemming po prostu się nie odezwał na ten temat.
O jedenastej zaczęła się próba, i chłopcy zaczęli dostrajać gitary oraz rozgrzewać swoje aparaty gębowe. Gdy Calum zaczął podśpiewywać „She looks so perfect” przed sceną stanął menager i gwizdnął, by zwrócili na niego uwagę.
- Catering przyszedł. Zjedzcie coś, macie pół godziny przerwy, a później kontynuujcie próbę. Macie jeszcze cztery godziny – poinformował i wszedł za kulisy.
Luke odłożył gitarę i powlókł się do reklamówki, a następnie wyjął z niej styropianowe pudełko z czarnym napisem wykonanym markerem ‘Luke’. W środku czekała na niego sałatka z kurczakiem, na co skrzywił się – liczył na coś bardziej pożywnego. Sięgnął po termos z kawą, który dostał przy wyjściu z hotelu i upił nieco gorzkiego napoju. Dreszcze wstrząsnęły jego ciałem, więc przymknął oczy i odchylił głowę do tyłu, gdy je otworzył obok siedział Ashton.
- Wyspałeś się? – zapytał otwierając swoje pudełko. Brunet miał w nim coś o konsystencji sosu mięsnego.
- Wiesz, że tak? – przyznał blondyn.
- Czyli sprawa rudej jest przedawniona? – wziął kawałek mięsa na widelec i wsadził go sobie do buzi.
- Po przebudzeniu sądziłem, że tak, ale w samochodzie znowu wróciła…
- Kto wrócił? – zainteresował się Calum, przysiadający po drugiej stronie Luke’a.
- Nikt… - uciął Hemmings i spojrzał na swoją sałatkę. – Dlaczego ja dostałem jakieś zdrowe zielsko, a wy macie mięsny sos? – zainteresował się zawartością pudełka gitarzysty.
- Za kare, moje słonko – dobiegł ich głos menagera. – Mike, twoja matka na linii – podał chłopakowi telefon.
Czerwonowłosy uśmiechnął się i wziął komórkę od mężczyzny, a później pobiegł za kulisy.
- Jak dziecko… - mężczyzna pokręcił głową. – Słuchajcie, mam dla was dobrą wiadomość. Przez cały występ drzwi do sali będą otwarte, a klimatyzacja włączona. Dodatkowo, mają specjalny nawiew z chłodnym powietrzem, więc nie powinniście się zbytnio spocić. Co więcej, mają tutaj okna, które otworzą na godzinę przed waszym występem, żeby tłum nie zrobił duchoty – poinformował ich. – Najedliście się? – wsadził ręce w kieszenie. – Nie mamy dużo czasu, gdy Michael wróci, macie zacząć próbę.
- Oczywiście – uśmiechnął się Ashton i zaczął szybciej przebierać w swoim sosie.
Chłopcy zjedli posiłek, opróżnili razem termos i wrócili do próby. Po kilku godzinach menager oznajmił, że ich czas dobiegł końca, a teraz muszą się odświeżyć, przebrać i oddać w ręce charakteryzatorów. I tak też zrobili. Godziny same mijały podczas gdy oni mieli się rozluźnić przed występem.
- Chłopcy, wychodzicie – poinformował menager, zaglądając do garderoby.

Wszyscy dali sobie kopniaki na szczęście i ruszyli w stronę sceny, gdy tylko na nią wyszły głośny pisk dotarł do ich uszu.


====================================
TUM-TUM-TUM! 
Pozdrawiam ❤❤❤

3 komentarze:

  1. No wybaczam ;)
    Ja mam nadzieje że Gwen pojawi się na tym koncercie :D
    Już się nie mogę doczekać tego spotkania :D dobrze że już za tydzień następny ;)
    Pozdrawiam Dreams :*

    OdpowiedzUsuń
  2. aaaa! Super! Chce już kolejny rozdział, aby zobaczyć jak będzie wyglądać to spotkanie!

    http://beingabletolove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń