poniedziałek, 19 grudnia 2016

Chapter nine: Make it feel like home…

Gwen przeciskała się przez tłum, żegnając świeże powietrze. Z utęsknieniem spojrzała przez ramię na drzwi za jej plecami. Najchętniej uciekłaby do domu i ukryła się w ciemnym pokoju pod kołdrą, ale wiedziała, że nie może tego zrobić. To bardzo zraniłoby Olivię. Prosiła stopy, by jej nie zawiodły i doprowadziły do celu, mety, którą była jej przyjaciółka. Miała wrażenie, że już i tak nic gorszego nie może się wydarzyć, więc postanowiła brnąć w to dalej. Gdy w końcu przecisnęła się do przyjaciółki, była zbyt zawstydzona by spojrzeć na scenę. Szturchnęła koleżankę w bok, a ona spojrzała w jej stronę od razu.
- Gwen, nic ci nie jest! – przytuliła ją szybko. – Chciałam za tobą wyjść, ale jakiś gość zastawił mi drogę i powiedział, że przepuści mnie dopiero, gdy dam mu swój numer. Palant – przewróciła oczami i machnęła ręką. – Dlaczego uciekłaś? – zmarszczyła czoło.
- J-ja… brakowało mi świeżego powietrza – Gina uśmiechnęła się blado. Postanowiła skłamać, w tym świetle i tak Liv nie mogła dojrzeć fałszu w jej oczach.
- Ale już ci lepiej, tak? – dopytywała brunetka.
- Ugh! Tak, już mi lepiej! – warknęła ognistowłosa i parę osób spojrzało na nią. – Możesz nie zadawać tylu pytań?! Choć raz w życiu mi odpuść! – zagrzmiała. – Proszę – dodała skruszona swoją postawą.
Nie wiedziała, co się z nią dzieje. Miała wrażenie, że wszystkie emocje wymieszały się i teraz na zmianę próbują przejąć nad nią kontrolę.
- Dobrze, ale jutro porozmawiamy – powiedziała poważnie Olivia. Gwen wiedziała, że przyjaciółka jej nie odpuści. Cieszyła się, że dostanie jednak choć trochę czasu, żeby odpocząć od natrętnych pytań.
- Kochani, ponieważ zaginęła nam heartbreak girl, więc w sumie zachowała się jak typowy łamacz serc, chcemy wykonać teraz pewien cover – odezwał się Calum. – Mieliśmy w planach wykonanie go dzisiaj na pożegnanie, ale… Cóż, plany się nieco zmieniły – uśmiechnął się krzywo i spojrzał przelotnie na Luke’a, który wpatrzony był w widownię. Jego wzrok wręcz błądził po tłumie. Rudowłosa skuliła się w sobie, mając wrażenie, że jej szuka. Nie chciała by znowu ją znalazł. Spojrzała na niego pomiędzy głowami innych ludzi, ale nie zatrzymała na nim swojego wzroku. Spojrzała na czerwonowłosego Michaela, a następnie smagnęła spojrzeniem wyłaniającą się zza perkusji postać Irwina. Olivia, jakby wiedząc, na kogo spogląda, złapała ją za dłoń i uścisnęła mocno.
- Ashton na żywo jest jeszcze przystojniejszy! – zapiszczała gdzieś koło jej ucha.
Crimson przewróciła oczami. Czyżby panna Dalton po raz kolejny zaczynała? Gwen miała nadzieję, że się myli. Olivia była fanką 5 Seconds Of Summer, to nie mogło podlegać dyskusji! Czasem Gina zastanawiała się, dlaczego nie poprosiła o zmianę pokoju zaraz po tym, gdy zobaczyła pierwszy plakat nad łóżkiem współlokatorki. Luke po prostu spoglądał z samego centrum wprost na nią, gdy się uczyła, relaksowała, albo nawet czytała. A mimo to postanowiła zostać. Dlaczego? Bo uznała, że dobrze mieć jego zdjęcie przy sobie, chociaż w taki sposób. Oczywiście, czuła ból, gdy patrzyła na jego roześmianą twarz obrastającą w coraz większą sławę, ale wiedziała też, że czasu nie da się cofnąć. Mimo wszystko, jej uczucia nie zmieniały się co do niego. Wierzyła, że kiedyś wróci, stanie na progu jej domu i opowie jej, jak bardzo za nią tęsknił. Ale to się nigdy nie wydarzyło. Miała nadzieję, że gdzieś, w środku tego chłopaka, jest ten nieporadny chłopiec – jej przyjaciel.
Ashton Irwin wystukał rytm na swoich pałeczkach po czym głośno uderzył w talerze, a następnie weszły gitary. Tłum po raz kolejny rozdarł powietrze swoim krzykiem. Show trwało nadal i właśnie zaczynała się kolejna piosenka.
Feet don’t fail me now
Take me to the finish line
Oh my heart it breaks every step that I take
But I’m hoping at the gates
They’ll tell me that you’re mine
Głos Luke’a rozbrzmiał miękko i rozniósł się po sali, niczym echo po rosie. Gwen poczuła dreszcze na plecach i delikatne drżenie kolan. Była gotowa rozpuścić się na sam dźwięk jego głosu, gdy delikatnie wypowiadał każde ze słów piosenki. Nigdy nie sądziła, że ich zespół może coverować Lanę Del Rey, a jednak tak było. Ciasny węzeł zacisnął się na jej żołądku, który wyrywając się wykonał podwójne salto. Jej wnętrzności jeszcze kilkukrotnie fikały koziołka, a ona modliła się o to, by nie runąć na ziemię. Miała już dosyć tego przeklętego koncertu.
Utwór dobiegł końca, a ona ledwie trzymała się na nogach. Stała szeroko z głową odchyloną do tyłu i przymrużonymi powiekami, oddychała ciężko, jakby przebiegła maraton. Nie mogła okiełznać własnego ciała. Jej kark praktycznie zlany był potem, jak jej skronie. Miała wrażenie, że nie wstrząsają nią dreszcze, lecz okropne spazmy. Nie rozumiała, co się z nią dziej. Serce biło jej trzy razy szybciej, a w środku czuła się, jakby była z waty. Wciągnęła mocno powietrze i przetarła oczy, spojrzała na Olivię, która chyba nic jednak nie zauważyła, a dopiero po chwili spojrzała na scenę. Luke był zarumieniony, jakby speszony i patrzył się w podłogę. Co było z nim nie tak?! Był gwiazdą, a przecież gwiazdy się nie peszą!
Ten utwór sprawił, że każda część jej ciała drżała w dowolnym rytmie. Każda w innym! Bała się wykonać jakikolwiek ruch, by nie zwrócić na siebie uwagi całego tłumu.
- Mam nadzieję, że wam się podobało – chrypnął Luke do mikrofonu, gdy cała sala milczała. Nagle wszyscy zaczęli bić brawo, gwizdać i krzyczeć, blondyn uśmiechnął się. – Cieszę się – powiedział i przygryzł kolczyk w wardze.
Metal błysnął w reflektorze i Gwen otrząsnęła się natychmiast.
- Teraz wykonamy już dwa ostatnie utwory tego wieczoru, jeden z nich także nie należy do nas, ale jak wiecie z naszych początków, uwielbiamy coverować – odezwał się Clifford.
Calum odłożył butelkę z wodą na podłogę i dał znak czerwonowłosemu, a później obaj zaczęli grać.
I won’t lie to you
I know he’s just not right for you
Szatyn śpiewał delikatnie z zaciśniętymi powiekami  ściągniętymi brwiami. Na jego twarzy widać było skupienie. Dopiero na refrenie jakby odpuścił, jeo twarz zmieniła wyraz, rozluźniła się.
I know I can treat you better, than he can
And any girl like you deserves a gentleman
Włączył się Hemmings gorączkowo przyglądając się każdej twarzy na widowni. Oczy rozjaśniły mu się lub po prostu zaświecił w nie reflektor, lecz Gina nie mogła oderwać od nich wzroku. A one spoglądały w jej stronę. Znowu. Chciała uciekać i chciała zostać, jakby rozdzieliła się na dwie części, które ciągnęły w dwie, zupełnie inne strony. I nagle czas popłynął jakby nieco szybciej, a utwór dobiegł końca, jednak chłopcy nie przestali grać, po prostu przeszli do następnej piosenki.
I drove by all the places
We used to hang out getting wasted
I thought about our last kiss
How it felt, the way you tasted 
Choć śpiewał Hood, Gwen nie potrafiła zwrócić się w jego kierunku. Po prostu patrzyła w oczy, których nie widziała już tyle lat. I nagle On tak po prostu się odezwał. Zaczął śpiewać swoją partię wpatrzony w jeden punkt na widowni. W Nią.
I remember the day you told me you were leaving
I remember the makeup running down your face
And the dreams you left behind you didn’t need them
Like every single wish we ever made 
Olivia szturchnęła ją delikatnie w ramię.
- Czy mi się zdaje, czy on na ciebie ciągle patrzy? – zapytała, lecz nie doczekała się odpowiedzi.
- Bo ja naprawdę sobie nie radzę…* - prawie szepnął do mikrofonu Hemmigs.
Blondyn trzymał oburącz mikrofon, spuścił głowę i zacisnął dłonie, jakby nie mógł ustać, a statyw był jego ostatnią deską ratunku. Rozległy się salwy pisków i rzęsiste brawa. Dla większego efektu zapadł mrok, lecz ludzie nadal głośno krzyczeli. Gdy reflektory ponownie oświetliły scenę, chłopcy stali razem, w równym rzędzie i uśmiechnięci obejmowali się po bratersku w pasie. Ukłonili się równocześnie, pomachali do publiczności i zbiegli ze sceny. Tłum nie zaprzestał swoim działaniom, nawet zwiększyli ilość decybeli. Crimson zwróciła się w stronę przyjaciółki.
- Idziemy? – zapytała chwytając ją za nadgarstki, by ta przestała klaskać w dłonie.
- Och, Gwen, daj się nacieszyć atmosferą, wyjdziemy za chwilę, gdy emocje odrobinę opadną – przewróciła oczami Dalton.
- No dobra, chociaż nie wiem o jakie emocje ci chodzi – marudziła zielonooka.
- Po prostu piszcz i bij brawo, może wyjdą na bis – uśmiechnęła się brunetka i zwróciła ponownie w stronę sceny.
Rudowłosa zaplotła ramiona na piersi, nie miała ochoty zdzierać sobie gardła tylko dlatego, że tłum to robił. Najwyżej będzie jedyną nastolatką, która da radę mówić normalnie, bez chrypy, czy innych utrudnień.
Poczuła, że ktoś łapie ją od tyłu za bark. Wzdrygnęła się i podskoczyła w miejscu z cichym krzykiem. Spojrzała na oprawcę, był to biały mężczyzna w szarym garniturze, z rozpiętą marynarką okalającą jego lekko odstający brzuch.
- Pójdziesz ze mną – powiedział i pociągnął ją w swoją stronę.
- Co? Nie ma takiej opcji! – wyrwała się i zrobiła krok w tył. – Liv, wychodzimy – szarpnęła koleżankę za rękę.
- Nigdzie pani nie wychodzi, idziesz ze mną – nalegał mocno ujmując jej nadgarstek w pulchne palce.
-  Puść ją pan! – syknęła Olivia.
- Jeśli nie chce pani iść sama, może iść z przyjaciółką – podsunął. – Mają panie zaproszenie za kulisy – uśmiechnął się sztucznie z udawaną uprzejmością.
- Nigdzie z panem nie pójdę! – zaprzeczyła Crimson, lecz Dalton weszła jej w słowo.
- Wejście za kulisy? – zainteresowała się brunetka.
- Nawet o tym nie myśl! – zaprotestowała Gwen.
- Gina, chyba nie sądzisz, że zaprzepaszczę szansę na osobiste poznanie członków mojego ulubionego zespołu! – pisnęła cicho z podekscytowania.
Ognistowłosa spojrzała na jej rozpromieniona twarz i wiedziała, że i tak nie da rady z nią wygrać.
- Niech pan prowadzi – powiedziała kapitulując.
Mężczyzna uśmiechnął się do nich i odwrócił na pięcie.

- Chodźcie za mną – machnął ręką.

=====================================================
Hejka!
Nie myślcie sobie, że o Was zapomniałam Luginashipers! XD Właśnie stworzyłam nowy fandom. LOL! Ale nie powiem, że czuję się z tym źle - wręcz przeciwnie! To ostatni przed świętami rozdział LH-moja miłość, ale nie martwcie się - widzimy się w 2017 roku!
Z okazji zbliżających się świąt, chciałabym życzyć wszystkim: miłej, rodzinnej atmosfery, śniegu na bałwana, miłości [ nie ważne jakiej], szczęścia, ciepła, słodkiego 'kakałka', karpia bez ości i duuuużo radości! Udanego Sylwka i szczęśliwego Nowego Roku!
Do następnego!
Monika Karolina xxx

3 komentarze:

  1. Przepraszam że dopiero dzisiaj ale obowiązki wzywają ;)
    Cudowny rozdział te emocje i uczucia Gwen :D
    A zaproszenie za kulisy to wisienka na torcie Olivia jak zwykle wygrała wszystko :D
    Jak dobrze że po rozmawiają, bo po rozmawiają, prawda? :)
    Cóż nie mogę się doczekać następnego ale przeżyje święta ważniejsze :D
    Ja również życzę radosnych i spokojnych świąt i udanej imprezy sylwestrowej :*
    Pozdrawiam Dreams

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę nic zdradzać, dowiesz się w następnym rozdziale!

      Usuń
  2. Kiedy next? Czekam zniecierpliwiona i podekscytowana!! A rozdzial super jak pozostale :3

    OdpowiedzUsuń