poniedziałek, 9 stycznia 2017

Chapter ten: How could you be fine?

Witojcie!
Taki mam dzisiaj górolski nastrój >.> ☺
Nie przedłużając, mamy prawie 1 400 wyświetleń [SUPER ^^], a teraz zapraszam na następny rozdział.

xoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxox
Gwen miała ochotę udusić Olivię, albo przynajmniej wykorzenić z niej, raz a dobrze, miłość do tego zespołu. Mężczyzna popchnął drzwi prowadzące za kulisy. W pomieszczeniu było cicho, czuć było zapach męskich kosmetyków, pewnie członkowie zespołu chcieli odświeżyć się po koncercie. Rudowłosa spojrzała na przyjaciółkę, jej oczy świeciły jak żarówki, gdy podeszła bliżej stolika w rogu pokoju.
- Tu jest napisane Calum – zauważyła.
- Tak, w tym pudełku był posiłek dla Hooda – menadżer uśmiechnął się do niej uprzejmie.
Drzwi po drugiej stronie pomieszczenia otworzyły się i stanął w nich chłopak z ręcznikiem przyłożonym do twarzy. Gdy tylko zabrał materiał, Crimson poczuła się tak, jakby ktoś poraził ją prądem.
- Gina – szepnął Luke cicho.
Dziewczyna spuściła wzrok i wbiła go w buty. Liv szturchnęła ją lekko w bok.
- Odezwij się chociaż – powiedziała teatralnym szeptem.
Ktoś za parawanem zaśmiał się gardłowo.
- To było bardzo subtelne – powiedział głos zza parawanu, a po chwili wyszedł zza niego Ashton.
Brunetka pobladła na twarzy, ale zaczerwieniła się na szyi. Gwen przewróciła oczami, wiedziała co to znaczyło. Irwin podobał jej się na plakatach, a na żywo praktycznie szalała na jego widok.
- J-jestem Olivia – zająknęła się dziewczyna.
- Miło mi, Ashton Irwin – podał jej dłoń i uśmiechnął się ściskając jej, całą drżącą. – Mam wielką ochotę na lody, nie chciałabyś się przejść? – uniósł brwi pytająco.
- Właściwie to nie jestem stąd, ale skoro nalegasz – Dalton wyszczerzyła się i zachichotała. – Gwen, zadzwonię do ciebie, jeśli nie będę umiała trafić do domu – posłała jej ciepłe spojrzenie maślanych oczu.
Zielonooka miała wrażenie, że za chwilę padnie na podłogę błagając, by przyjaciółka nie zostawiała jej samej. Nim jednak zdążyła zaoponować, już ich nie było. Telefon menadżera zadzwonił, przerywając ciszę, gdy rozmowa dobiegła końca, mężczyzna spojrzał na blondyna.
- Hood i Clifford chcą wracać do hotelu. Gdybyś potrzebował transportu, dzwoń.
- Jasne – Luke uśmiechnął się i skinął na pożegnanie mężczyźnie. – Cieszę się, że przyszłaś – dwudziestolatek przerwał ciszę.
- Ta. To nie do końca była moja decyzja. Olivia chciała was poznać – wzruszyła ramionami, nadal na niego nie spoglądając.
- Cóż, kopę lat, nie? – uśmiechnął się krzywo Hemmings.
Gina podniosłą na niego złe spojrzenie.
- Chyba sobie żarty robisz – szepnęła.
- Hm, nie rozumiem – przyznał.
- Zostawiłeś mnie samą, gdy cię potrzebowałam. Dałeś mi psa i myślałeś, że to załatwi sprawę? Nie, pies ze mną nie porozmawia. Może i wysłucha, ale nie odpowie, nie pocieszy. Zdajesz sobie z tego sprawę? – naskoczyła na niego. Cały tłumiony gniew wyszedł teraz na zewnątrz. Miała wrażenie, że gotuje się od środka.
- Nie wiem, o czym mówisz – podniósł ręce w geście kapitulacji.
- Oczywiście, bo zostawienie ośmioletniej dziewczynki na pastwę losu jest takie w porządku – burknęła.
- Gina, ja naprawdę, nie wiem, o co ci chodzi…
- Nie nazywaj mnie tak! Nie masz do tego prawa! Straciłeś je, gdy wyjechałeś i nigdy się nie odezwałeś. Czekałam na choćby jeden telefon, jedną pocztówkę… - szeptała łzawym, lecz agresywnym tonem. – Masz w ogóle serce, uczucia? Jak sobie z tym radzisz? Bo ja sobie w ogóle nie radzę! Jak możesz żyć ze świadomością, że zraniłeś małą, niewinną dziewczynkę?!
- Nie mam pojęcia o czym mówisz! – wrzasnął nagle zalany potokiem jej słów, krzyków. Nagle zamilkła, jakby oczekiwała właśnie takiej reakcji. – Pamiętam cię, gdy bawiliśmy się razem. Nie pamiętam wszystkiego zbyt dobrze, ale ciebie pamiętam. Nie wiem jak znalazłem się w Sydney, nie mam bladego pojęcia o jakim porzuceniu mówisz. Przypomniałem sobie ciebie dopiero jakiś czas temu. Nic nie pamiętam z czasu tuż przed chorobą i z samej choroby! – od krzyku aż poczerwieniał na twarzy. Gina skuliła się w sobie, wycofała odrobinę, aż przylgnęła do krawędzi stolika. – Przepraszam – szepnął skruszony Luke. – Nie wiem, co ci zrobiłem, ale przepraszam.
- O jakiej chorobie mówisz? – zdziwiła się.
- Nie wiem dokładnie, co mi było. Po prostu rodzice podjęli decyzję o wyprowadzce. Któregoś ranka obudziłem się i byłem w Sydney, w szpitalu.
- Rany – sapnęła Gwen i opadła na wysunięte krzesło. – J-ja nic nie wiedziałam. Pewnego dnia przyszłam do ciebie, ale twoja mama powiedziała, że jesteś chory, a gdy przyszłam tydzień później, dom był pusty. Wyjechaliście bez wieści, czy pożegnania – oparła łokcie na blacie i zakryła twarz dłońmi.
- Wszystko w porządku? – Luke postawił niepewnie dwa kroki w jej stronę. Jej ramionami potrząsała jakaś wewnętrzna siła. – Jeśli powiedziałem coś nie tak, to bardzo mi przykro – zaczął, ale wtedy Crimson opuściła dłonie i zauważył, że płacze.
Dziewczyna wstała.
- Tak bardzo mi ciebie brakowało – wyznała po czym otoczyła jego szyję ramionami.
Hemmings’a zamurowało. Nie wiedział już, co powinien zrobić, więc po prostu przytulił ją do siebie.
- Przykro mi z powodu tej dziewczynki – szepnął.
Rudowłosa zaniosła się niespokojnym płaczem, więc pogładził ją delikatnie po plecach.
- Po stracie rodziców byłeś przy mnie cały czas, a później zniknąłeś z dnia na dzień, pozostawiając mi jedynie Bruna – szepnęła wtulając twarz w zagłębienie między obojczykiem, a szyją chłopaka.
- To pies, prawda? – chciał się upewnić.
- Tak, jeszcze żyje. Dobrze się trzyma, jak na swój wiek – rozluźniła uścisk i wyplątała się z jego objęć. – Chcesz go zobaczyć? – zaproponowała przecierając twarz dłońmi.
- Jasne, bardzo chętnie, ale może… Może najpierw pójdziemy na spacer i porozmawiamy? Nie wiele pamiętam, to tak jakbym miał amnezję. Życie w Wielkiej Brytanii to dla mnie jedna wielka niewiadoma – wzruszył ramionami.
- Pewnie. I tak nie mam samochodu – wzruszyła ramionami. – Odświeżę się i możemy iść. Nie chcę przestraszyć ludzi, a na pewno wyglądam jak potwór – zaśmiała się.
- Wcale nie wyglądasz jak potwór – zaprzeczył choć i tak zaśmiał się na jej słowa. – Jesteś jeszcze ładniejsza, niż pamiętam – uśmiechnął się do niej.

Nie był pewny, jak silna była ich przyjaźń, ale czuł z nią wyjątkową więź.

xoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxox

Aww... Jakie to [nie]urocze. Cytując Ashtona z pierwszego rozdziału "Dajcie tu tęczę i jednorożca!". ;) Mam nadzieję, że się Wam podobało; zostawcie komentarz i czekajcie na kontynuację x
Monika Karolina xxx

2 komentarze:

  1. Ojej jakie to słodkie :)
    Dobrze że przynajmniej wszystko się wyjaśniło i Luke wcale jej nie zostawił :D
    Olivia jak zwykle podbiła moje serce (uwielbiam postaci drugoplanowe - czasem są fajniejsze niż te główne :P) i wyczuwam jakąś owocną znajomość Olivii z Ashtonem tak na marginesie pasowali by do siebie ;) oboje są pokręceni i mają podobne charakterki :D
    Czekam na następny i życzę dużo weny ;)
    Pozdrawiam Dreams ;*

    OdpowiedzUsuń