wtorek, 21 lutego 2017

Chapter thirteen: This town is colder now

Gdy była bezpieczna na molo, Luke zanurkował na chwilę, odgarnął włosy z twarzy i wyszedł na górę.
- W porządku? – podszedł do niej.
Dziewczyna siedziała na molo z kolanami pod brodą, która trzęsła jej się z zimna lub przerażenia. Albo jedno i drugie na raz, taka opcja też istniała. Luke sięgnął po swój podkoszulek, który zdjął chwilę wcześniej, nim wskoczył do wody.
- Masz, przebierz się, bo zachorujesz – podał osiemnastolatce ubranie.
Gina spojrzała na niego niepewnie i przeniosła spojrzenie na materiał. Chwyciła go i ponownie spojrzała na chłopaka. Blondyn podał jej dłoń, by mogła wstać.
- Odwróć się – szepnęła niepewnie, cała się trzęsła.
Hemmings zacisnął szczęki, pokiwał głową i odwrócił się na piecie uprzednio informując spokojnym głosem:
- Spokojnie, nie będę podglądał – zapewnił.
Gwen zdjęła szybko swoje mokre ubranie i założyła wielki podkoszulek dwudziestolatka. Ten T-shirt musiał być za duży nawet na niebieskookiego. Spojrzała na swój mokry podkoszulek. Mimo wszystko, cieszyła się, że Olivii nie spodobała się pierwsza opcja, jaką proponowała przyjaciółce, czyli czarną sukienkę przed kolano. To byłoby okropne, gdyby musiała wracać do domu w samym podkoszulku. W prawdzie sięgał jej do połowy uda, ale źle by się czuła, przemierzając ulice miasta w nieswoim T-shirt’cie. Nawet jeśli pachniał tak nieziemsko.
Potargała włosy rękami i rozejrzała się w poszukiwaniu swojej torebki. Całe szczęście, położyła ją na molo, za nim wdrapała się na barierkę, inaczej jej telefon umarłby w bardzo brutalny sposób. Razem z jej ulubioną kopertówką.
- Dasz radę dojść do domu, czy wolisz, żebym zadzwonił po menadżera, żeby nas zawiózł? – zapytał Luke, gdy Gwen wydała mu się nieco spokojniejsza.
- A masz zamiar wracać przez miasto bez podkoszulka? – spojrzała na niego przecierając wilgotne policzki.
- Jeśli nie chcesz wracać autem, mogę się z tobą przejść. Nawet bez koszulki – uznał rozkładając ramiona na boki z bezradności.
Gina uśmiechnęła się blado.
- Dziękuję, ale jest jeszcze jeden sposób na dotarcie piechotą do domu, bez rzucania się w oczy większej ilości osób – poinformowała go.
- Tak? Jaki? – zainteresował się Hemmings.
- Możemy iść plażą, mój dom nie jest bardzo daleko. Do plaży mam niecałe dwa kilometry – wyjaśniła.
- W takim razie, chętnie odprowadzę cię do domu – uśmiechnął się szeroko.
Chłopak wystawił dłoń w stronę rudowłosej, a ona założyła torebkę i podeszłą do niego. Luke chwycił przód jego podkoszulki i wsadził materiał za przód jej spodni.
- Tak wygląda to lepiej – uśmiechnął się zawadiacko i wziął ją za rękę.
- Znasz mnie dwie godziny, nie licząc koncertu, i już się do mnie przystawiasz. Co ten show-biznes robi z ludźmi… - westchnęła żartobliwie.
Luke spojrzał w przestrzeń nad jej głową i odwrócił się na pięcie.
- Chodźmy już, bo morska woda źle na ciebie wpływa – bąknął i zaśmiał się cicho.
- Jasne – powiedziała przeciągając samogłoski, po czym odkaszlnęła.
- Na pewno, dobrze się czujesz? – zmartwił się.
- Wiesz, bywało lepiej – uznała.
- Opiłaś się wody? – zatrzymał się gwałtownie.
- Może troszkę – przewróciła oczami.
- Rany, co ja zrobiłem…?
- Daj spokój, Luke, będę żyć! – zapewniła go, klepiąc delikatnie wierzchem dłoni w mostek.
- Zmartwiłbym się, gdyby było inaczej, ale uwierz, nie chcę, żebyś była przeze mnie chora lub źle się czuła – wyjaśnił.
- Jeśli tak bardzo ci na tym zależy, możesz mnie zanieść do domu. Będę twoją nawigacją – założyła ramiona na piersi.
- Życzy pani sobie na nowożeńców, na strażaka, czy na barana? – uniósł brwi pytająco.
- Daj spokój, tylko żartowałam – odwróciła się w stronę plaży i poczuła, jak w pół kroku zatrzymuje ją ramie otaczające jej biodra.
Luke bez problemu przerzucił ją sobie przez ramię.
- Ja nie żartowałem – uciął i ruszył w stronę miasta.
Gwen zaśmiała się piskliwie i zamachała kilka razy nogami.
- Chcę się przejść po plaży na własnych nogach – zawiadomiła.
- Na razie nie jesteśmy na plaży – Hemmings poprawił ją sobie.
- Ale za raz będziemy – zauważyła.
- Równie dobrze, mogę zacząć iść w zwolnionym tempie –zażartował chłopak.
- Nie możesz, nie uniósłbyś mnie tak długo – stwierdziła.
- Chcesz się założyć o paczkę żelków?
- Czy ty jesteś uzależniony od żelków? – zmieniła temat.
- Być może, ale to zdrowe uzależnienie, więc nie próbuj mnie z niego wyciągać – powiedział, a Gina była niemal pewna, że zaczął bawić się kolczykiem w wardze.
- Jak to jest? – zapytała.
- Hm? – zdziwił się i mocniej objął jej nogi, gdy pochylał się do przodu, żeby postawić ją na piachu.
Gwen poprawiła na sobie jego ciemny T-shirt.
- Czuć posmak metalu w ustach – wbiła wzrok w jego wargę.
- Możesz się sama przekonać – rzucił beztrosko.
Gina poczuła, że czerwienieje i spuściła wzrok. W jej głowie cały czas pojawiała się myśl, że Luke jej nie pamięta i znają się od dwóch godzin.
- Wystarczy, że przekujesz wargę – wzruszył ramionami. – To nawet nie boli. Przynajmniej mniej, niż się spodziewałem.
- Och – rudowłosa odzyskała możliwość oddychania i zrobiło jej się jeszcze bardziej głupio przez to, o czym pomyślała.
Ten chłopak cię nie pamięta, Gino!, upomniała się w myślach, Skąd pomysł, że chciałby cię pocałować? W tamtej chwili gardziła samą sobą. Bo tak właśnie było, w oczach Luke’a była po prostu zwykłą dziewczyną, przynajmniej ona tak to postrzegała.
- Idziemy dalej? – zapytał wyrywając ją z zamyślenia.
- J-jasne – zająknęła się.
- W takim razie, prowadź. Nie wiem, gdzie mieszkasz – uśmiechnął się .
- No tak – potrząsnęła głową, by wyzbyć się dziwnych myśli.
Luke przyjrzał jej się i zmarszczył czoło.
- Na pewno, wszystko z tobą dobrze? Nie chcę być nie miły, ale dziwnie się zachowujesz – podniósł jej głowę, ujmując jej brodę między kciuk, a palec wskazujący.
- Tak, jest dobrze. Zamyśliłam się i tyle – uśmiechnęła się blado. – Chodźmy już, nogi mi marzną.

Odwróciła się i ruszyła piaszczystym brzegiem. Blondyn dogonił ją w dwóch krokach, zrównał się z nią i splątał ich dłonie. Gwen poczuła ciepło rozchodzące się po jej ciele, ale postanowiła je zignorować. Jeszcze do wczoraj był chłopakiem, którego nienawidziła. Ba, jeszcze kilka godzin temu go nienawidziła!

2 komentarze:

  1. No no no co ja tu czytam :D
    Oni tak bardzo do siebie pasują :)
    Luke sobie ładnie poczyna z naszą Gwen, nie wiem jak bym się zachowała na jej miejscu gdyby facet zaczął poprawiać mi koszulkę :P chociaż Gwen też robi się coraz bardziej śmielsza.
    Bardzo mi się podobał opis w jaki sposób można być niesionym przez inną osobę ;) ja jednak preferowała bym nowożeńców :P
    Odnośnie domysłów Gwen na temat pocałunku to ja sama też pomyślałam, że będzie chciał ją pocałować, po prostu jego stwierdzenie brzmiało baaardzo dwu znacznie :D
    Nie mogę się doczekać, aż dojdzie do pocałunku, bo domyślam się, że dojdzie ;)
    Kończę mój wywód i czekam na następny :)
    Życzę dużo weny i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooooooooo 😍
    Tag mi się ciepło na serduszku zrobiło 💞
    Chyba pomyślałam i tym samym co ona.
    To chyba mój ulubiony rozdział na tym blogu.
    Czekam na next.
    Oby nie długo.
    😙😙

    OdpowiedzUsuń