poniedziałek, 6 lutego 2017

Chapter twelwe: I can be the one tonight

- Nie będziesz moim dłużnikiem, jesteśmy przyjaciółmi, pamiętasz? – wygiął usta w nienaturalnym uśmiechu, przypominając tym samym emotikonę.
- ‘Pamiętasz’ to słowo, które dziwnie brzmi w twych ustach – skrzywiła się.
- Daj spokój – przewrócił oczami i wbił jej palce pod żebro.
Gwen pisnęła i podskoczyła łapiąc się za bok.
- Jak mogłeś?! – zapytała niby z wyrzutem, ale sekundę później oboje wybuchli śmiechem.
Luke wzruszył ramionami, uśmiechnął się uprzejmie do znudzonego kasjera i zapłacił za zakupy. Wyszli ze sklepu i ruszyli w dalszą wędrówkę. Blondyn otworzył chipsy i wsadził jednego do ust.
- Powiesz mi chociaż, czy jesteśmy blisko tego magicznego miejsca? – zapytał spoglądając na nią z góry.
- Nie rozmawiam z tobą – burknęła.
Chłopak podsunął jej otwartą paczkę, wyjęła z niej czerwonego chrupka.
- Aha, czyli nie rozmawiasz ze mną, ale jesz moje jedzenie? – zapytał podstępnie.
Gina przystanęła.
- Naprawdę mogę ci za nie zapłacić – powiedziała poważnym tonem.
- Daj spokój, przecież tylko się wygłupiam – machnął ręką zbytecznie.
Ruszyli dalej, chociaż rozmowa nie rozpoczęła się na nowo. W końcu Crimson przystanęła. Ulica rozbiegała się na dwie strony, przed nimi rozciągała się plaża, a dalej szumiało morze.
- Gdzie w takim razie? – zainteresował się dwudziestolatek.
- Tam – dziewczyna nawet nie czekała, aż podąży za jej spojrzeniem, tylko ruszyła w tamtą stronę.
Chwyciła go za dłoń, choć oboje mieli je ubrudzone przyprawami z chrupków , i puściła się biegiem przed siebie. Gdy zatrzymali się pośrodku szerokości białego molo, lecz przy końcowej barierce, oboje ciężko oddychali, ale śmiali się głośno. Gwen pochyliła się odrobinę do przodu, oddychając ciężko i podpierając się pod boki.
- Jesteśmy? – zapytał Hemmings pomiędzy sapnięciami.
Gina pokiwała ochoczo głową.
- Chodź, tam jest dopiero magicznie – uznała i pociągnęła go za sobą w stronę barierki.
Rudowłosa wdrapała się na nią i usiadła okrakiem. Luke zrobił to samo i spojrzał na jej twarz oświetlaną blaskiem księżyca.
- Podoba ci się? – zapytała zielonooka, wpatrując się w fale.
- Jasne – mruknął, lecz dopiero po chwili odwrócił wzrok na morze. – Jest magicznie – powiedział cicho i prychnął uśmiechając się do siebie.
- Mówiłam – dziewczyna rozciągnęła usta w uśmiechu.
Luke sięgnął do tylnej kieszeni i wyjął z niej małą paczuszkę. Otworzył ją z szelestem, przełożył prawą nogę na drugą stronę barierki, że zwrócony był teraz twarzą do morza. Podsunął paczuszkę w stronę dziewczyny.
- Żelki? – zdziwiła się Gina.
- Kwaśne – dodał poruszając w zabawny sposób brwiami.
Rudowłosa zaśmiała się.
- Bardzo przekonujący argument – zapewniła kiwając głową i sięgając po jednego.
- I nawet nie próbuj mi oddawać za cokolwiek pieniędzy – zastrzegł sobie.
- Przytyję przez ciebie dziesięć kilogramów wciągu tej nocy – mruknęła wsadzając sobie żelka do ust i odgryzając kawałek.
- Spokojnie, zrzucisz je, gdy będziesz mi pokazywać kolejne magiczne miejsce – zaśmiał się i spojrzał na nią.
Gdy Gina śmiała się tak delikatnie i uroczo, jak w tamtym momencie, w jej oczach błyszczały iskry, a policzki rozjaśniały się i uwypuklały. Luke nawet nie potrafił sobie wyobrazić, ile wspaniałych, zabawnych chwil mogliby przeżyć razem, gdyby został w Wielkiej Brytanii, w Golden Harbor. Postanowił jednak nie zagłębiać się w przeszłość, lecz utworzyć wspólną przyszłość. Chciał skorzystać z okazji, jaką dał mu los. Przecież takie rzeczy nie zdarzają się na co dzień. A może się zdarzają? Luke nie był tego pewny, miał wrażenie, że to był dar, a sny z Gwen tylko utwierdzały go w tym przekonaniu. To nie mógł być przypadek, jakaś siła wyższa sprawiła, że ponownie się spotkali.
- Gwen?
- Hm? – mruknęła przeżuwając żelka.
- Dlaczego byłaś na koncercie? – zapytał.
Dziewczyna od razu spojrzała na niego zdziwiona.
- Cóż, moja koleżanka, ta która przyszła ze mną za kulisy, jest waszą fanką, a ja obiecałam jej, że pójdę z nią na koncert. Nie miałam pojęcia, że to wasz koncert – wyjaśniła na jednym tchu.
- Och – zdziwił się Luke.
- Dlaczego o to pytasz? – zainteresowała się dziewczyna.
- B-bo… Ja… Tak po prostu – wyjąkał w końcu. – Czemu siedzisz okrakiem, nie byłoby ci wygodniej, gdybyś usiadła tak, jak ja? – zapytał otwierając małą butelkę pepsi.
- Nie, tak jest w porządku – zapewniła.
- Okay, twój wybór – wzruszył ramionami i spojrzał na butelkę. – Spójrz, serduszko – zaśmiał się pokazując obrazek na etykiecie.
W głowie Luka nic już nie było przypadkiem, wszystko było zaplanowane przez kogoś tam, na górze. Gdy tylko napił się, zszedł z barierki na molo i postawił butelkę na deskach.
- Chodź na chwilę – wystawił ręce w stronę dziewczyny, by pomóc jej zejść.
- Co zamierzasz? – przełożyła nogę od strony wody na drugą stronę.
- Powinniśmy zrobić coś szalonego. Takie spotkania nie zdarzają się raczej zbyt często – zauważył.
- Racja – przyznała. – Co zrobimy?
- Zamknij oczy – polecił.
Dziewczyna niepewnie, ale wykonała jego polecenie. Poczuła jego ramiona chwytające ją pod zgięciem kolan i w połowie pleców, a chwilę później miała wrażenie, że lata. Dawno nikt nie nosił jej na rękach. Otworzyła oczy, miała wrażenie, że ziemia jest trzy metry niżej, a Luke przecież był od niej wyższy jedynie o dwadzieścia centymetrów! Chłopak zaczął zataczać kółka, Gina zaśmiała się głośno po czym z ust chłopaka wyrwał się gardłowy śmiech, który splótł się w powietrzu z głosem rudowłosej.
Zaczęli zbliżać się do przerwy między barierkami, gdzie do molo przymocowana była drabinka prowadząca na podest pod spodem.
- Co robisz? – przeraziła się zielonooka i zesztywniała w jego ramionach.
- Coś szalonego – powiedział blondyn i rzucił ją do morza śmiejąc się przy tym głośno.
- Ja nie umiem pływać! – krzyknęła Gina, a sekundę później jej ciało z pluskiem wpadło do wody.
Gdy na powierzchni zobaczył jedynie pianę i bąbelki uciekającego powietrza powoli zaczęły docierać do niego słowa dziewczyny.
- Co ja zrobiłem? – oprzytomniał nagle. Wyjął ze spodni telefon i portfel, zdjął buty, koszulkę i wskoczył do wody.
Nie musiał długo szukać Giny, szamotała się pod wodą, ale nie odpłynęła, ani nie zatopiła się zbyt głęboko. Chwycił ją delikatnie, a ona spojrzała na niego przez wodę, miała policzki pełne powietrza i oczy pełne strachu. Uspokoiła się odrobinę, gdy chłopak ją objął i zaczął płynąć w górę. Z przerażeniem nabrała ogromu powietrza, gdy tylko wynurzyli się spod wody. Luke pomógł jej podpłynąć do drabinki, której dziewczyna chwyciła się szybko.
- Wszystko w porządku? – zapytał chwytając się drabinki w taki sposób, że Gina tkwiła między jego ramionami.
- Nie rób tego więcej – poprosiła, była roztrzęsiona i przerażona.
- Nie zrobię – obiecał i podpłynął bliżej, by nie ześlizgnęła się z powrotem i nie zaczęła znowu topić. – Nie pamiętałem, że boisz się wody – przyznał.
Dziewczyna skinęła kilkukrotnie głową i podniosła na niego wzrok. Twarz Hemmingsa znajdowała się tak blisko… Gwen pochyliła się w jego stronę, lecz wtedy jej stopa ześlizgnęła się ze szczebelka i ponownie wpadła w panikę. Luke złapał ją w jedno ramię i nakierował z powrotem na drabinkę.
- Wejdź na górę – powiedział spokojnie i cały czas asekurował ją, gdy jej drżące nogi i ręce spinały się na szczyt drabiny.

Gdy była bezpieczna na molo, Luke zanurkował na chwilę, odgarnął włosy z twarzy i wyszedł na górę.

2 komentarze:

  1. Nonono... To się podziało :D
    Luke i jego szalone pomysły ;)
    Przeczuwałam że skończy się na moczeniu w morzu, ale nie sądziłam, że aż z takim skutkiem :P
    Cóż ja na miejscu Gwen chyba bym go zabiła za coś takiego.
    Mam jednak nadzieję, że długo nie będzie się na niego gniewać i nie rozchorują się od tych szalonych pomysłów. A po za tym mama im nie mówiła, że nie pływa się po jedzeniu? :P
    No cóż czekam na następny :)
    Pozdrawiam Dreams :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojoj mogło się to skończyć źle.
    Dobrze jest.
    Podoba mi się.
    Czekam na next.

    OdpowiedzUsuń